IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Las Longburne

Go down 
AutorWiadomość
Mistrz Gry

avatar


PisanieTemat: Las Longburne   Sob Paź 11, 2014 5:39 pm

Bujnie rosnący opodal las zawsze szumi wrogo, a wieczna noc w nim panująca przeraża nawet najodważniejszych, kiedy zapuszczają się w jego głąb, a czerwone ślepia łypią na nich zza krzaków. Zdarza się, że niektórzy lekkomyślnie organizują wycieczki do lasu, liczni przypłacają to zdrowiem, a inni nawet życiem, kiedy poranieni przez zwierzęta, których jeszcze wszystkich gatunków nie spisano, są skazani sami na siebie w niesamowicie gęsto rosnącej, liściastej otchłani.
Powrót do góry Go down
Narrator

avatar


PisanieTemat: Re: Las Longburne   Czw Lis 27, 2014 3:11 am

Północ wybiła już jakiś czas temu, lecz zamaskowane postacie tańczące wokół niewielkiego ogniska nie czuły ani odrobiny zmęczenia. Listopadowa noc, choć wyraźnie chłodna, była jeszcze młoda, zaś oni mieli do wykonania zadanie. Nie mogli pokazać Gahe – gdziekolwiek byli, jeśli w ogóle istnieli – że im nie zależy; nie mogli narazić siebie ani tym bardziej mieszkańców Krypty na gniew pradawnych duchów. Rytuałom nie było więc końca, pieśni na cześć nadprzyrodzonych istot niosły się ku nocnemu firmamentowi wraz z umykającym w górę dymem i otumaniającymi olejkami – albo innym paskudztwem, które raz po raz dodawane było do ogniska przez Klauna. Gahę Szarego. Mistrza Ceremonii. Tego, który odważył się dzisiejszego wieczora pełnić rolę gospodarza. Nikt nie widział jego twarzy; nikt nie słyszał jego głosu; nikt nie wiedział, kim jest. I zdawało się, że nikomu to nie przeszkadza. Każdemu wystarczyło, że wszystkich zabawiał i spełniał się w swojej roli, dając innym przykład właściwego zachowania. Nie było tu czasu na marudzenie ani na nic nie znaczące dyskusje. Dlatego nikt nie szeptał po kątach o zawalonym teście z czarów praktycznych, miłosnych perypetiach Mary Griffin czy fatalnej jakości nietoperzowych pęcherzach w Anthemisie. Głównym tematem rozmów garstki adeptów Kolegium i kilkorga dorosłych stała się sprawa zniknięcia manôgemaskiej rodziny. Podsycana nienawiść ku Kongresowi zdawała się być gorętsza niż buchający w środku longbourndzkiego lasu ogień. I głośniejsza niż odgłosy łamanych gałązek.



NA SKRÓTY: jest tuż po północy; każdy z uczestników posiada maskę pomalowana na wybrany przez siebie kolor (poza szarym) – każdy kolor reprezentuje jednego Gahę; rozmowy oscylują wokół problemów Odmieńców, niewskazane są luźne pogaduszki.
DODATKOWE: możliwość zdobycia cennych informacji.

Jeśli chcesz, by to Twoja postać była Szarym Gahą, opisz to w poście. W celu uzyskania szczegółowych informacji, zgłoś się do Mistrza Gry. Szary Gahe jest tylko jeden.
Powrót do góry Go down
Nevaeh Howe

avatar

Skąd : Los Angeles, Kalifornia
Rok nauki : IV

PisanieTemat: Re: Las Longburne   Sob Lis 29, 2014 6:58 pm

Długo zastanawiała się, czy powinna tu przychodzić. Jasne, chciała, ale od początku nie była pewna, czy właściwie się tu odnajdzie. W końcu jednak podjęła decyzję – pojawi się na miejscu. Wybrała czarny kolor maski. Najpierw trzymała się z boku, zaraz jednak dołączyła do tańca wokół ogniska. Przyszła tu przecież w konkretnym celu, tak samo z resztą jak inni. Jak do tej pory milczała, jedynie przysłuchując się toczącym się dookoła rozmowom. Sama z resztą nie wiedziała, czy ma do powiedzenia cokolwiek konkretnego, a nie chciała tylko siać przypuszczeń naokoło. Pewnie dużo lepiej czułaby się, gdyby nikt nie miał na sobie maski. Chociaż z drugiej strony i ona sama była przynajmniej nią odgrodzona.  Mogła czuć się anonimowa, choć Gahe zapewne i tak wiedzieli kim jest.
Las nie był dla niej przyjemnym miejscem. Idąc tu przez całą drogę miała duszę na ramieniu. Dopiero w towarzystwie innych poczuła się na tyle pewnie, że mogła skupić się na szalejącym ognisku. Kochała płomienie i mogła się w nie wpatrywać godzinami. Może to bijące ciepło wprawiało ją w stan takiego spokoju.
Powrót do góry Go down
Rico Franco

avatar

Skąd : Ciudad Juárez, Meksyk

PisanieTemat: Re: Las Longburne   Nie Lis 30, 2014 1:44 am

Och, ty przeklęty podróżniku. Nie możesz usiedzieć w jednym miejscu nawet dziesięciu minut, wciąż cię nosi po całym świecie. Wciąż potrzebujesz się przemieszczać, chociaż teraz starasz ograniczać się tylko do Kalifornii. Swoje mieszkanie znasz już na pamięć, Los Angeles znudziło ci się po niecałych dwóch tygodniach. Ciągle jednak pozostaje Sacramento. San Rafael, Riverside, Oakland, San Francisco, Stockton, Eureka. I setki zapomnianych przez świat miasteczek zabitych dechami, gdzie ktoś przypadkiem zechce, by coś mu załatwiono. Załatw mi kosiarkę. Załatw mi zraszacz. Załatw mi willę z trzema basenami. Załatw mi, załatw mi, załatw… Czasem zastanawiasz się, czy sam mógłbyś sobie nieraz załatwić trochę spokoju. Czasem zastanawiasz się, czy te wszystkie groźby, przestrogi czy jak to jeszcze bogowie raczyli zwać to przypadkiem nie żadna bujda. Nigdy nie miałeś odwagi tego sprawdzić. I nigdy nie sprawdzisz. Nie chciałbyś stracić serca. Nie chciałbyś chodzić z flakami na wierzchu. Nie chciałbyś zostać pozbawiony ręki. Ani niczego innego. Jesteś tak obrzydliwym egoistą, aż mi ciebie siebie żal. Co cię więc podkusiło, by dzisiaj zamiast zająć się kolejną robotą, wyjechać dużo dalej? Powiedz, nie wstydź się, liczysz na odkupienie. Masz głupią, niegasnącą nigdy nadzieję, że wielbiąc indiańskie duchy spłacisz swoje winy i uwolnisz się raz na zawsze od syzyfowej pracy.
Ale maska w kolorze starego złota skrywa wszystko, z czym pojawiłeś się na terenie longbourndzkiego lasu. Nie masz twarzy, nie masz uczuć, nie masz przeszłości, nie masz pragnień. Jesteś tylko ty i dziękczynno-błagalne pieśni niesione w eter wraz z dymem ogniska. Przeliczyłeś się kolejny raz, choć jeszcze o tym nie wiesz. W głowie nie pali ci się żadna alarmująca lampka, bo zbyt dobrze się zacząłeś bawić odprawiając kolejne rytuały, wykrzykując nowo poznane pieśni i tańcząc na cześć Gahe, z którymi nawet emocjonalnie nie jesteś związany, o których tydzień wcześniej nawet nie pamiętałeś. Oni o tobie też nie będą pamiętać, gdy tylko opuścisz to miejsce. Więc tak, zrób sobie tę cholerną przerwę, usiądź i zaśmiej się w twarz tym wszystkim, którzy z taką trwogą rozprawiają o losach odmieńców. Rozmowy ich nie uratują, to wiedziałeś już za gówniarza. Żyłeś przez tak długi czas pod skrzydłami chodzącego przykładu namiastki ratunku dla tych wszystkich biednych istot. Stary Franco nie gadał – on robił i odnosił mniejsze i większe sukcesy. A oni?
- Wciąż tylko jedna i ta sama gadka. To tak denerwujące – rzucasz w przestrzeń, gwałtownie wychodząc z tańczącego kręgu, potrącając przy tym osobę w czarnej masce. Maniery zostawiłeś jednak na skraju lasu, więc nawet nie zauważasz, że prawie wepchnąłeś ją do ogniska.
Powrót do góry Go down
Nevaeh Howe

avatar

Skąd : Los Angeles, Kalifornia
Rok nauki : IV

PisanieTemat: Re: Las Longburne   Nie Lis 30, 2014 7:06 pm

Już dłuższą chwilę zwracała uwagę na mężczyznę w złotej masce. Nie wydawał się być aż tak zainteresowany obrzędami jak inni. Mimo maski nie widziała tego zaangażowania co u reszty. Ona nie mogła się skupić, więc przyglądała się każdemu z osobna. Jednak faktycznie, to on przykuł jej uwagę może to przez zachowanie, może to przez kolor, który obrał.
Nie odzywała się jednak aż do momentu, gdy jej nie potrącił. Jego komentarz dotyczący otaczających ich rozmów puściła mimo uszu, przecież sama nie brała w nich udziału. Jednak tego, że nie odezwał się nic i poszedł dalej jakby nawet nie zauważył, że o kogokolwiek zahaczył, nie zamierzała mu odpuścić.
-Patrz jak chodzisz. – Warknęła od razu podążając za nim. Gotowa jeszcze była tu, w takich okolicznościach wdać się w bójkę. Nie wiedziała co chce osiągnąć oddalając się od ogniska razem z nim. Czuła się jednak pewnie i o dziwo nawet nie myślała o tym, że w lesie może czyhać jakiekolwiek niebezpieczeństwo. Teraz już o tym zapomniała i zachowywała się tak, jakby była co najmniej na środku zatłoczonej ulicy i szła na zakupy. Bo przecież i tak niedaleko byli inni, choć tak bardzo pochłonięci tańcem.
– Po co tu w ogóle przyszedłeś? Nie wydajesz się być zainteresowany tymi dzikimi podskokami wokół ognia. – Zapytała opierając się o jakieś najbliższe drzewo. Sama też już dawno wybiła się z rytmu mimo, że przecież bardzo się starała. A jedna osoba więcej czy mniej, pewnie nie przeszkodzi Gahe w tym, o co się ich prosi i jeśli będą miały ochotę to i tak tych specyficznych modłów wysłuchają. Ważne, że jak nakazywała tradycja, założyła maskę i oddała cześć w ten sposób temu jednemu, wybranemu z nich. Nigdy wcześniej nie brała w tym udziału i tylko była ciekawa, czy w końcu zakończą tą maskaradę i nie będą się przed sobą nawzajem ukrywali. Choć nie była pewna, czy na pewno tego chce. Nie lepiej się rozejść i nie wiedzieć, kto skakał obok Ciebie?
Powrót do góry Go down
Rico Franco

avatar

Skąd : Ciudad Juárez, Meksyk

PisanieTemat: Re: Las Longburne   Sob Gru 06, 2014 6:06 pm

Zastanów się, ale tak uważnie, o czym myślałeś, czym się kierowałeś, przychodząc tutaj. Zabawa, taka z prawdziwego zdarzenia, na jakich nieraz bywałeś w Los Angeles, to ostatnie na co miałeś dzisiejszego wieczora ochotę. Wcale nie chodziło ci o słanianie się na nogach po wypiciu o jedną szklankę whisky za dużo; wcale nie chciało ci się tonąć w objęciach cycatych, półnagich lolitek; wcale nie miałeś zamiaru się upodlić i upaść tak nisko, jak jeszcze nigdy dotąd. Więc dlaczego? Co cię tu przywiało? Naprawdę liczyłeś tylko na szansę pozbycia się ze swoich barków ciężaru odpowiedzialności, jaki na ciebie spadł? Durny jesteś, Ricardo. Zabawa jeszcze się nie zaczęła. Minęło dopiero niecałe półtora roku, odkąd rozpocząłeś załatwiać na pełny etat. Więc co? Nie jesteś przecież aż tak głupi, gdzieś w najdalszych odmętach umysłu musiałeś wiedzieć, że to jeszcze za wcześnie, że tylko byś się ośmieszył przed każdym z duchów, demonów, bożków, wszystkim p o n a d, prosząc o litość. Bogowie nie są litościwi. Demony tym bardziej. Więc odpowiedz mi, do cholery, dlaczego stoisz tutaj w masce, gdzieś na skraju jednego z Wielkich Jezior, w ciemnym jak wnętrzności kota lesie, pośród zupełnie obcych ci ludzi. Nie wiesz nawet, czy gdzieś pomiędzy nimi przechadza się Dolly. Pewnie gdzieś tu jest, to do niej… Do was podobne. Mimo wszystko ten pierdolec na punkcie wyzwolenia spod jarzma Kongresu wszystkich odmieńców czai się w zakamarkach wspomnień. Przywiał cię tu obowiązek wobec uciśnionych. Ale, nie zapominaj, jesteś Franco. Nie w twojej naturze bezinteresowna, naiwna pomoc. Coś za coś. Przysługa za przysługę. Hajs musi się zgadzać.
Z rozdrażnieniem unosisz brwi, odwracając się w stronę napastliwego głosu, który dźwięczy ci gdzieś obok. Co kto znowu od ciebie chce? I dlaczego tutaj?
- Co? – Nawet nie starasz się sprawiać wrażenia, że słuchałeś, co do ciebie mówiła. Na swoje (a może jej?) nieszczęście ostatnie wypowiedziane przez nią zdanie zrozumiałeś aż nazbyt wyraźnie, przez co poczułeś się naprawdę paskudnie. Bo, do stu diabłów, naprawdę wydajesz się być tak bardzo niezainteresowany? Czy gdyby gówno obchodziła cię ta cała maskarada, przychodziłbyś tu w ogóle? Słuchałbyś tych wszystkich jęków i biadoleń? Komentowałbyś to w jakikolwiek sposób? Tańczyłbyś tak, jakby za chwilę miał się skończyć świat? – Nic o mnie nie wiesz, więc nie oceniaj. I skoro uważasz to za dzikie podskoki, to czemu sama jeszcze tu jesteś? Takie gadanie tylko ich rozjuszy – cedzisz, bezwiednie zaciskając dłoń na jednej z niżej rosnących gałęzi jakiegoś drzewa.
Powrót do góry Go down
Eleanor Kane

avatar

Skąd : Los Angeles, Kalifornia

PisanieTemat: Re: Las Longburne   Pon Gru 08, 2014 9:03 pm

Kane nie należała do tej grupy kadry szkolnej, która w rażąco jawny sposób sterczała w newralgicznych miejscach wydarzenia pilnując ogólnego spokoju. Bo przecież byli tu tacy. nadgorliwi, nadwrażliwi, psy obronne, pitbulle. Teoretyczne jako pedagog powinna być może bardziej troszczyć się o uczniowską gawiedź, ale ... przecież była Kane. Nie byłaby sobą gdyby zwracała na tych czarujących młodych ludzi uwage większą od tej co zwykle.
Ubrana w czarną kapotę, dla niepoznaki, bo w sumie chyba sekretnie liczyła na to, ze nikt jej dzis nie rozpozna, wdziała burgundową maskę wściekłego Gahe i wmieszała się w tańczący tłum.
Była uważnym słuchaczem. Dobrym obserwatorem. Być może nie planowała wcale brać udziału w potyczkach, tylko lawirować między obecnymi słuchając czego się da - a być może przyszła tu w konkretnym celu. Czy w ogóle jesteś w stanie zgadnąć co planuje Kane? W oparach i dymach pojawiała się i znikała jak widmo, niespokojny duch, łopocząc czarnym strojem w zamaszystych, tanecznych ruchach.

Za Nevaeh i Ricardem pojawiła się znikąd. W ułamku chwili. Pchnęła bez większych ceregieli i jedno i drugie w sam środek tańczącej masy.
Czy tym razem uda się wam wyplatać? Może przez śpiew i muzykę dałoby się dosłyszeć jej wesoły śmiech, a może w blasku ognia, w szczelinach maski widzieliście ostre spojrzenie nieustępliwych oczu.
Powrót do góry Go down
Nevaeh Howe

avatar

Skąd : Los Angeles, Kalifornia
Rok nauki : IV

PisanieTemat: Re: Las Longburne   Pon Gru 22, 2014 5:08 pm

Dla niej to było takie... Dziwne i nienaturalne. Zgraja ludzi zbiera się by stanąć przed Gahe i zatańczyć dla nich dziki, zupełnie niezsynchronizowany układ. Czy nie lepiej byłoby, gdyby się chociaż przygotowali? Albo czy Gahe nie spodobałby się tak samo oddany im pokłon, albo jakaś inscenizacja? Cokolwiek, co łączyło się z obecnością tu. Prawdę mówiąc już samo przyjście było przecież oznaką oddawanej im czci. Tak, tak właśnie było zdaniem Nevaeh. Młoda przypatrywała się dłuższą chwilę osobnikowi w złotej masce tylko po to, by w końcu odpowiedzieć:
- No już, nie naskakuj tak na mnie. Po prostu byłeś pierwszą osobą, która wyszła spoza... - Tu zawahała się jak nazwać przebywające obok nich zbiorowisko. - Kręgu. I to jeszcze po chamsku na tarana. - Dodała od siebie, coby nie myślał, że tak łatwo mu odpuści. Przyszedł tu i od innych wymagał zachowań i poglądów zgodnie z normami, więc niech sam się do tego stosuje. To, że był od niej wyższy, starszy i był mężczyzną, to o niczym nie świadczyło.
- A jak inaczej nazwiesz to, co dzieje się obok? Jeśli Gahe mają coś docenić, to na pewno nie to, tylko sama obecność tutaj. Osobiście olałabym, żeby ktoś do mnie tylko przyszedł, niż żeby wyczyniał przede mną takie rzeczy. - Filozofia prosta i jej zdaniem chyba najzupełniej trafna. Naprawdę na to wszystko wystarczyło spojrzeć tylko ze swojego punktu widzenia by zauważyć, jak sensowna jest ta ,,część artystyczna".
Nie dane jej jednak było snuć dalszych wywodów filozoficznych, bo kolejna już dziś osoba uznała ją świetnym obiektem do przepchnięcia. Czy ona wyglądała jak tłuczek alb kafel? Może od razu najlepiej byłoby po prostu użyć jej jako piłki? Po co przejmować się tym, że w danym miejscu stoi z własnego wyboru, a nie dlatego, że ktoś wcześniej ją tam postawił.
- Co robisz frajerze? - Odwarknęła więc od razu stawiając się do osoby w burgundowej masce. Gdyby wiedziała kto to jest, to pewnie by tak nie zrobiła, ale przecież nie mogła znać tożsamości tego kogoś. A ona sobie na takie coś na pewno nie miała zamiaru pozwolić. Jasne, wpadła między resztę towarzystwa, ale ,,rytm" tańca zdawał się jak na razie płynąć obok niej. Chwilowo był zbyt bojowo nastawiona.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Las Longburne   

Powrót do góry Go down
 
Las Longburne
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Kolegium Longbourne :: Miasteczko Longbourne :: Okolice-
Skocz do: