IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 James Oliver Kahn

Go down 
AutorWiadomość
Jamie Kahn

avatar

Skąd : Dogtown, LA
Rok nauki : VI

PisanieTemat: James Oliver Kahn   Sro Gru 03, 2014 9:15 pm

James Oliver Kahn
VI | wydział sportowy, kurs pojedynkowania | półkrwi
Dogtown, LA | przeciętny  

Charakter

Choruj ze mną na ludzkość.
Złap za rękę i wciągnij w swój świat, zanim szala przechyli się na moją stronę. Jestem bosym wędrowcem, bękartem eksplorującym wszechświat, przechodzę przez osiem wymiarów, żeby przyjść do ciebie. Cieszę się chwilą, kiedy jem smażony makaron. Niezbyt wyszukane danie. Kolekcjonuję wspomnienia. Wspomnienia budują człowieka. W ten sposób rozpoznaję ludzi. Nie wszyscy, którzy się za nich podają, rzeczywiście nimi są. Ale chyba wszystko mi jedno. Chociaż nie, nie jest mi wszystko jedno. Bo bardziej niż tlenu do życia potrzebuję śmiechu. I zmysłów. Całe pięć, sprawnych znakomicie. Chcę chłonąć dźwięki, odczuwać ból i zimno. O piątej nad ranem na plaży w Dogtown jest zimno. Nic nie może równać się z chwilą, kiedy staję nad brzegiem oceanu i karmię wzrok walczącymi ze sobą falami. Rosną, rosną i rosną na moich oczach i już nie wiem, czy to one, czy to może zimna woda sprawia, że moje ręce pokrywają się gęsią skórką. O. Stoję po łydki w oceanie. Kiedy tutaj zabrnąłem? To jest chyba jakaś stała orbita, po której się poruszam. Punkt zaczepienia. Szukaj mnie tutaj, w końcu ci się poszczęści, mówię poważnie. Jestem prosty w obsłudze, instrukcja z kilkoma punktami napisana językiem dziecka. Tylko mówię od rzeczy i dużo, w zasadzie często paplam bez sensu. O sobie dużo, o innych jeszcze więcej, łatwo mi zawrócić w głowie. Chłonę ludzi jak gąbka. Dźwięki też. Chcę studiować ich źródła, barwy i drżenia, które wywołują takie uczucie, jakby bańka powietrza utknęła ci gdzieś między żołądkiem a trzustką. Lubię także fakturę winylu, lubię opuszkami palców muskać konsoletę czy syntezator. Muzyka przygniata mnie do podłogi silniej niż grawitacja. Smakuje lepiej niż tarta cytrynowa. Przecież nie ma nic lepszego niż tarta cytrynowa. Ani nawet cytrynowe muffiny.
Gubię się w rzeczywistości. To, co określam zmysłami często wymyka się i miesza. Ten stan jest mi nieobcy, lubię żywić umysł tym, co wyrasta z ziemi. Lubię chodzić na imprezy tylko po to, żeby w stanie wyższej świadomości obserwować migoczące, kolorowe światła. Wszystko dzieje się w zwolnionym tempie. Ludzie jak małpy skaczące w górę i opadające z siłą grawitacji w dół, pot i piwo zalewające podłogę, jestem w tym wszystkim, ale tak naprawdę znowu spaceruję po innych wymiarach. Złap mnie za rękę i wciągnij w swój świat. To twoja szansa, nie przegap jej. Tuż zanim wrócę zacznij mnie czarować i zatraćmy się w magii innej od tej, której uczą w szkole. Tylko nie pozwól mi wymawiać imienia Oceanu, to drzwi do krainy, w której ciężko za mną podążać.  
Chcę sypiać pod gołym niebem i doświadczać burz z piorunami. Jeść słodkie owoce i próbować, jak smakuje krew na wargach. Muszę być w nieustannym ruchu, perpetum mobile. Chyba bym umarł, gdyby było inaczej.
W szkole znajdziesz dziewczyny, które ze sobą nie rozmawiają z mojego powodu. Nie mam pojęcia, jak to się stało. Nie chciałem.
A może?

Aparycja

Wyhodowałem skrzela i latam jak ptak. Widziałeś kiedyś taką hybrydę? Na pewno nie. Patrz na mnie. To twoja jedyna szansa. Pożeraj mnie wzrokiem. I tak nie zauważę, jestem ślepy, chociaż mam oczy. Patrzę zawsze w nicość, mierząc odległość do nieskończoności. Na nadgarstkach mam rzemienie, na szyi biały kieł. Stopy bose, lubię czuć piasek albo chropowatą powierzchnię deskorolki. Skórę mam szorstką i brzoskwiniową, z pagórkami mięśni, rzekami pulsujących żył i plastycznymi ścięgnami. Zdrowie nienajgorsze.  
Lubię wstawać wczesnym rankiem i najchętniej nie kładłbym się spać. Każdy dzień zaczynam od wysiłku fizycznego. To daje mi więcej energii niż kawa. W ogóle jej nie piję, choć jej zapach przyprawia mnie o przyjemny zawrót głowy. Prysznic biorę w zimnej wodzie. Palę dwa packi dziennie. Mierzę metr osiemdziesiąt. Nic szczególnego.

Więzy rodzinne

Należę do oceanu, posiadam jednak przybraną rodzinę.
Jest późny wieczór. Dziadek siedzi w głębokim fotelu czytając Vonneguta, a Agatha kroi owoce. Będzie robić konfitury. Jest świetną kucharką i nie jest nawet moją babcią. Wyszła za dziadka kiedy miałem pięć lat. Moja babcia ma na imię Therese. Uważam, że to piękne imię. Lubi koty i uprawia jogę. Z wykształcenia jest psychologiem, tak jak dziadek Herbert. Agatha zajmuje się konserwowaniem dzieł sztuki. Zna pojęcia takie jak aspersorium, mukarnas, dodekastylos.
Patrzę na dziadka i śmieję się. Wiem, że w latach siedemdziesiątych hodował marihuanę pod sekwojami w Georgetown. Twierdzi, że nigdy nie próbował tego plugastwa trawiącego umysł, ale przecież znalazłem zdjęcia. Kiedy zapytałem co to, powiedział mi, że tylko eksperymentował z ogrodnictwem. Że sprawdzał, jak to rośnie. Prawie mu uwierzyłem.
Moja mama ma jeszcze czwórkę innych, nowych dzieci. Zanim je urodziła, w latach dziewięćdziesiątych była lesbijką. Jak inaczej mogę wytłumaczyć to, że kiedy byłem sześciolatkiem, mieszkała z nami przez półtora roku obca kobieta, Marie? Uświadomiłem to sobie w zeszłym roku. Marie kazała mi mówić do siebie po imieniu. Miała dredy. Nie miała za to piersi.  
Mój ojciec jest nieosiągalny. Ma na imię Charles i jest czarodziejem.

Biografia

Przez siedem lat trenowałem judo. Posiadam zielony pas. I kota.
Powrót do góry Go down
 
James Oliver Kahn
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Podpułkownik James Rhodes / War Machine
» James Potter
» St. James's Park

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Archiwum :: Kartoteka-
Skocz do: