IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Boisko

Go down 
AutorWiadomość
Mistrz Gry

avatar


PisanieTemat: Boisko   Sob Paź 11, 2014 6:09 pm

Olbrzymia polana porośnięta trawiastą roślinnością w ciepłe dni wabi wszystkich sportowców, a także i fanów owej dyscypliny: wokół boiska można zauważyć specjalne sektory dla kibiców. Stadium komentującego wznosi się najwyżej, aby komentator widział grę dostatecznie dobrze i zdawał relację. Na boisku umieszczone są trzy tyczki po dwóch stronach, zwieńczone obręczami, przez które ścigający przerzucają kafla. Polana ma owalny kształt i długość około pięciuset stóp.
Powrót do góry Go down
Euphoria Broskev

avatar

Skąd : Los Angeles, Kalifornia
Rok nauki : VI

PisanieTemat: Re: Boisko   Pon Lis 03, 2014 3:33 pm

Zastanawiała się, czy Longbourne zawsze takie było spokojne. Puste od zmartwień. Jakby wszyscy ludzie umarli i tylko ona została na planecie... No właśnie, po co? Przecież nie wydawała się być typem wojownika, który chciałby nadstawić karku poza jej bratem... Świat? Świat był jej równie obojętny, co ona jemu. Taka to już prosta sprawiedliwość. Jedynym dowodem, że ludzie tu jednak żyli był list od Ethana, na który nadesłał jej odpowiedź. To dobrze, że dał znak. Jakikolwiek. Potrzebowała wpompować do płuc trochę świeżego powietrza i sprawić, by jej mięśnie znów zaczęły żyć. Nie było na to innej rady jak tylko tej, co by wreszcie podniosła się z łóżka, zza biurka i rozprostowała kończyny. Ściskała niepewnie rękojeść swojej miotły i przyglądała się jej z zainteresowaniem. Umiała już latać. Ethan pokazał jej wiele ciekawych trików, a wciąż wolała, gdy po prostu był obok niej. Przyzwyczajenie? Powinna się go pozbyć, przecież nie miała do tego chłopaka nic więcej poza kilkoma układami, z których oboje wyszli cało dzięki dotrzymywaniu sobie obietnic. Uśmiechnęła się na to wspomnienie i zgarnęła długie włosy w gumkę, zniewalając je w końskim ogonie, który odsłonił piegowatą twarz. Upewniwszy się, że nikogo tu nie ma, wygładziła je i sprawiła, że zniknęły, po czym zwycięsko wywróciła oczami. Co jeśli jednak ojciec miał tu kogoś, kto donosił mu o tym, co robiła jego jedyna przyszłość reprezentanta z rodziny w Kongresie? Na tę myśl zaprzestała zabawy z przekleństwem, który otrzymała w genach od kogoś, kogo nawet nie poznała. Cóż to za prezent, skoro nie mogła go używać, napawać się nim. Zmiany powinny być uwielbiane... A zamiast tego nie mogła. Nie mogła zrobić nic, by po prostu się uwolnić.
Wsunęła zatem na szyję wisiorek od Jacka i musnęła go nieznacznie ustami, jakby przypadkiem. W końcu wciągnęła na drobne ciało ciepłą bluzę w granatowym kolorze, w którym mogłaby utonąć... Była uzależniona od ciemnych barw, które wpasowywały się w klimat jej nastroju. W końcu sięgając po miotłę i sportowe buty opuściła mury Kolegium, by znaleźć się po dziesięciu minutach marszu na boisku.
Nie było go.
Nie wzięła niczego słodkiego.
Ale była pewna, że zdołają dojść do kompromisu złożonego z innych korzyści.
Powrót do góry Go down
Ethan Crowley
Kapitan Śmigieł
avatar

Skąd : Beverly Hills, Kalifornia
Rok nauki : VI

PisanieTemat: Re: Boisko   Wto Lis 04, 2014 10:56 pm

Kobiety. Kobiety tak naprawdę zawsze się spóźniają – już zdążyłem się do tego zjawiska przyzwyczaić. Najpierw do ciebie pisze z błagalną prośbą o jak najszybsze pojawienie się na boisku, a później i tak nie przychodzi punktualnie. Całe szczęście, że mam ostatnimi czasy nieprawdopodobne pokłady cierpliwości. Siedzę więc samotnie na niewygodnych trybunach, a w głowie mam permanentny chaos – ponura jesień zdecydowanie nie sprzyja mojemu poprawnemu funkcjonowaniu. W ręku mocno trzymam najnowszy model miotły, którą dostałem ostatnio od papy w prezencie bez większej okazji. Przyda się, w końcu w tym roku niespodziewanie zostałem kapitanem Śmigieł – udało się, choć nawet tego nie planowałem. Ale w końcu Jasper Cooper, najlepszy zeszłoroczny zawodnik w quodpocie, skończył szkołę i ktoś ostatecznie musiał przejąć jego obowiązki: jakie było moje zdziwienie, kiedy ten zaszczyt przypadł właśnie mnie. Nie sądziłem, że to będę akurat ja, miałem innych kandydatów na to stanowisko, teraz jednak jestem zadowolony z takiego obrotu wydarzeń.
- Tutaj jestem – sygnalizuję głośno swoją obecność z trybun, najwyraźniej Euphoria mnie nie zauważyła. Czym prędzej z nich zbiegam, by zaraz zmaterializować się obok niej na zielonej murawie. Opieram się nonszalancko o miotłę i cierpliwie czekam na swój mały prezent, który miała mi dzisiaj przynieść przy okazji szybowania w powietrzu. Tego z kolei nigdy dość, to jedno z tych zajęć, które sprawia, że mogę się rozluźnić i zapomnieć o rzeczywistości. – Gdzie coś dla mnie? – pytam po chwili zastanowienia, lekko cmokając spierzchniętymi ustami i uśmiechając się dość zawadiacko. Dobrze wiesz, że nie musiałaś mi niczego przynosić. Po prostu lubię się z tobą droczyć. I zwyczajnie cię lubię, chociaż sam jeszcze nie wiem za co. Nie potrafię tego jednoznacznie zdefiniować. Przecież tak naprawdę o sobie nic nie wiemy, tylko tyle, na ile sobie pozwolimy, czyli niewiele. Nikt jednak nigdy przeciwko temu nie protestował, ja też nie zamierzam tego zmieniać. Łączą nas tylko układy, o których wiemy tylko my i nikt więcej. Niech już tak pozostanie do samego końca.
Powrót do góry Go down
Euphoria Broskev

avatar

Skąd : Los Angeles, Kalifornia
Rok nauki : VI

PisanieTemat: Re: Boisko   Czw Lis 06, 2014 8:40 pm

Euphoria niezbyt śledziła listę tytułów, które można było zdobyć w Kolegium. To przecież tylko słowa. Czymś, czym tak bardzo uwielbiamy się karmić. Ślepe komplementy, ale też wyrzuty, obelgi. Bierz co chcesz. Zestaw jest niestety złożony ze wszystkiego, tylko zwykle z przewagą nieprzyjemności. Po cóż bowiem jakieś miłe wspomnienia, dobre rzeczy - lepiej i łatwiej przecież jest krzywdzić. Z tego założenia wychodziła większość populacji. Kolejny powód do tego, by nikomu nie ufać. Kolejny powód do tego, by się ukrywać. Kurczowo trzymając się tej myśli, z chwili na chwilę stawała się coraz bardziej samotna, a otoczenie tworzyło legendy o tym, jak zimną suką potrafi być. Nikt tego jednak nie doświadczył. Przecież trzymała się z boku. Nie podchodziła za blisko, chyba że ty podszedłeś o krok za bardzo, wtedy już wulkan wybuchał. Wulkan samoobrony bez względu na intencje. Niewielkiemu gronu pozwoliła w jakiś sposób być ze sobą na stopie koleżeńskiej. Jedną z takich osób był Ethan. Ethan, który niewiele wymagał, przez to przypominał typowego faceta. Różnił się jedynie tym, że nigdy nie odczytał jej słów dwuznacznie, nie doszukiwał się momentu słabości i nie próbował jej wykorzystać w sposób, który zwykle obdziera dziewczęta z wieńca białych kwiatów. Czasem dobrze było tak kogoś mieć, mieć do kogo się odezwać. Doceniała to, ale nigdy o tym nie mówiła głośno. Nie wypadało się bowiem przyznawać, że kogoś się ceni, to zawsze cię osłabiało. Tak ją nauczył ojciec.
W pewnym jednak momencie, gdy jej jasną twarz smagał jesienny wiatr, dotarł do niej tak dobrze znajomy, niski i męski głos. Euphoria prawie nie drgnęła. Delikatne zawahanie wynikało bardziej z zaskoczenia jego obecnością. Powoli obróciła się w stronę Crowley'a, nieznacznie się uśmiechając.
- Czy ja wyglądam na kogoś, kto robi za twojego świętego Mikołaja? Znajdź sobie kogoś innego od prezentów. Ja już samą swoją obecnością sprawiam, że twój dzień jest choć warty centa. - Mrugnęła do niego, ujmując miotłę za rękojeść jakby nie mogła się doczekać tego, kiedy wzbije się w powietrze. Na razie powierciła białym trampkiem w boisku i znów uniosła powieki, coby napotkać go spojrzeniem.
- Zresztą maniery by wymagały, abyś to ty mnie obdarowywał. Jak cię wychowali rodzice, Crowley? Chyba powinnam im wysłać list z treścią, iż czegokolwiek nie próbowali... Nie przyniosło to żadnych skutków - dodała pewniejszym tonem, lustrując go teraz z uwagą. Prowokacja bowiem stanowiła najlepszy powód do rozmowy i poznawania podstawowych odruchów człowieka.
Powrót do góry Go down
Ethan Crowley
Kapitan Śmigieł
avatar

Skąd : Beverly Hills, Kalifornia
Rok nauki : VI

PisanieTemat: Re: Boisko   Nie Lis 16, 2014 2:16 pm

Tak, masz rację, Euphorio. To tylko słowa, a może i , ale przecież jednocześnie tak bardzo je lubimy. Mają niekwestionowanie ogromną moc, sam niekiedy nawet zapominam o tym, jak mocno potrafią uderzyć. Od nich jednak zdecydowanie wolę czyny, które często lekceważymy, a to właśnie na nich powinniśmy się głównie skupiać. W końcu łatwiej powiedzieć, niż zrobić coś konkretnego, przynajmniej ja jestem takiego zdania. Może to tylko szkolny tytuł – nic nieważny, zwyczajny, bezwartościowy, ale jednak łechtający ego i automatycznie podnoszący samoocenę. Nie uwierzę ci, jeśli powiesz mi w tym momencie, że tego nie lubisz; że nie chcesz czasem słyszeć miłych słów do ucha na dobranoc; że nie chcesz przez chwilę poczuć się po prostu lepsza od innych. Każdy chce i to nie podlega najmniejszym wątpliwościom. To nic złego, nie musisz kłamać. Nie mnie, przecież dobrze o tym wiesz. Przy mnie możesz być sobą, nie ma takiej potrzeby, abyś udawała kogoś zupełnie innego.
- Mogłabyś – odpowiadam, szczerząc się wesoło. Nie miałbym nic przeciwko. Lubię prezenty, nawet jeśli wiem, co dostanę. A zastrzyku słodkości nigdy dość. Wkładam miotłę między nogi, po czym spoglądam wyczekująco na Euphorię. – Broskev, nie bądź taka do przodu – mówię, wywracając oczami. Wzmianki na temat rodziców postanowiłem nie komentować, gdyż to dość niewygodny temat. Nie chodzi o mojego ojca Stanleya, jest przecież najcudowniejszym człowiekiem na świecie, mowa tutaj w tym przypadku o Marię, która zniknęła kilka lat temu i słuch o niej zaginął. Ale o tym przecież Euphoria mogła nie wiedzieć. Nie wie zbyt wiele, choć zdaję sobie sprawę z tego, że mogę jej ufać. Mimo wszystko, mimo naszej specyficznej znajomości, której czasem nie potrafię zrozumieć. – Chcesz po prostu polatać czy potrenować coś konkretnego? – Ostatnio opanowałem nowe manewry, zainspirował mnie wczorajszy mecz chilijskiej drużyny w quodpota, więc mogę się z tobą podzielić tą wiedzą. Jeśli tylko zechcesz, możemy wszystko. Cały świat należy do nas.
Powrót do góry Go down
Euphoria Broskev

avatar

Skąd : Los Angeles, Kalifornia
Rok nauki : VI

PisanieTemat: Re: Boisko   Nie Lis 16, 2014 9:53 pm

Widzisz drogi Ethanie, nie wszystko co jest miłe jest dozwolone, szczególnie dla Euphorii, która wie jak niebezpieczne mogą być słowa. Szczególnie, które pozornie nas łechcą, ale z drugiej strony czynią słabszymi. Tak słabymi, że pewnego dnia ktoś Ci wbije nóż w plecy, złapie pewnym ruchem za gardło i wyciśnie z Ciebie wątłe życie, które będzie próbowało się bronić, ale nic z tego. Obejrzysz resztę przedstawienia z góry, bo na dole nie będzie dla Ciebie już miejsca.. I widzisz, to wszystko przez to, że ktoś pewnego dnia nazwał Cię kapitanem śmigieł, zachłysnąłeś się tym prosząc o więcej i więcej. A nie zawsze więcej jest opłacalne. Jednak porzućmy choć na chwilę ten pesymistyczny tok myślenia. W jakiś sposób ten tytuł określa Twoje umiejętności, a Euphoria docenia ludzi utalentowanych. Lecz tych, którzy skupiają się tylko na jednej rzeczy uważa za ubogich. Zatem wszystko leży w Twoich rękach, to Ty zdecydujesz jak Cię zobaczy.
Teraz stała na boisku ściskając miotłę. Oczywiście, że chciała próbować nowych rzeczy. Zaskoczyć samą siebie i poczuć się zupełnie inaczej niż dotychczas. Tylko tyle jej zostało pośród miliona tajemnic. Nawet nie chciała myśleć, co powiedziałby ojciec, gdyby zobaczył, że zamiast studiować prawo stoi na murawie rozmawiając z chłopcem, który mógłby nie zaimponować kadrze polityków. Jak dobrze, że to Euphoria decydowała o pewnych kwestiach.
Usadowiwszy się na miotle była już chętna wzbić się w powietrze... Fakt posiadania świata na własność, złożenia go i wrzucenia do kieszeni był nader kuszący. Skorzystałaby z tego, usunęła wszystkie problemy, nawet podzieliłaby się z nim władzą. Pół na pół, sprawiedliwie. Musieliby po prostu zawrzeć pakt, że w obu tych częściach, w których będą panować, ona będzie bezpieczna... Nikt nie będzie próbował jej zabić za genetyczną inność, za którą nawet nie mogła przeprosić, bo to nie ona o niej zdecydowała.
- Potrenować coś konkretnego, polatać można później. Zaproponuj mi coś, pokaż. Chcę się przekonać czy rzeczywiście jest tak dobry jak wszyscy mówią. - Mrugnęła do niego. Lubił słowa. Słowa lubiły być wypowiadanymi i pieszczonymi przez usta dzielące je na sylaby. A podpuszczanie innych należało do indywidualnej listy siedmiu grzechów głównych Broskev.
Takie życie moi drodzy.
Gdzie jest nasz złoty znicz?
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Boisko   

Powrót do góry Go down
 
Boisko
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Kolegium Longbourne :: Tereny Kolegium :: Kompleks sportowy-
Skocz do: